Ostatnio dodane

- Jestem dumny, że śpiewałem przed świętym Janem Pawłem II – przyznaje posiadacz jednego z najpiękniejszych głosów na kuli ziemskiej Andrea Bocelli. Opowiedział nam również o przyjaźni z Luciano Pavarottim oraz miłości do jachtów. 

Rozmawia Andrzej Kus 
 
Szczeciński występ nie będzie pana pierwszym w naszym kraju. Jakie wspomnienia towarzyszą poprzednim?
Kocham Polskę jako kraj, jego mieszkańców, wrażliwość. Kocham artystów, których ten kraj wydał na świat. Pomniki i kościoły, które wznoszą się w wielu miastach. Zawsze, gdy wracam do domu wspominam z ogromną przyjemnością sposób, w jaki mnie przyjmujecie. Ciepło, natychmiastowy feeling, który wytwarza się podczas moich koncertów. Kalendarz koncertowy, przystanki podczas międzynarodowej trasy są zawsze owocem skomplikowanych wyborów. Oczywiście, że zawsze mogę wyrazić swoje sugestie i z tego korzystam. W tym przypadku mogę przyznać, że jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że będziemy mieli możliwość ponownie się spotkać. Zagram znowu w Polsce i będę mógł podzielić się muzyką, którą najbardziej kocham. Rzeczywiście podczas mojej kariery w Polsce występowałem wielokrotnie. Byłem w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie. Za każdym razem było to emocjonujące, dające mi wiele satysfakcji doświadczenie. Polska to naród z wielką przeszłością oraz wielką teraźniejszością artystyczną. To kraj, który mimo geograficznego położenia jest bardzo bliski Włochom i naszej wrażliwości. 
 
Przyznaje się pan do znajomości z naszym największym Polakiem – Janem Pawłem II. Jak pan wspomina świętego już Karola Wojtyłę?
Jan Paweł II był jedną z najbardziej charyzmatycznych osobowości naszych czasów. To święty, który potrafił przemawiać do ludzi. Zbliżał do siebie nowe pokolenia katolików. Miał również mnóstwo wkładu w przebieg historii, także na poziomie geopolitycznym. Zaszczytu śpiewania przed nim dostąpiłem nawet więcej niż jeden raz. Momenty te wspominam z niesamowitą radością i jestem pewien, że nigdy ich nie zapomnę. 
 
Jest pan określany jako jeden z największych tenorów wszechczasów. Czuje się pan aż tak wielką gwiazdą? 
Jestem wdzięczny tym, którzy doceniają mój głos. Na świecie jest wielu dobrych śpiewaków pełnych talentu. Osobiście staram się stawić czoło wyzwaniom i przykładam się do swojej pracy. Podchodzę do niej z powagą i uczciwością, bo mam świadomość tego, że z sukcesem jest tak, że dzisiaj może ci się poszczęścić, a jutro może to szczęście opuścić. Wiara w to, że sława jest rzeczą wieczną jest mylna i niebezpieczna. Zweryfikowałem już to podczas mojej kariery. 
 
Na początku kariery wystąpił pan w talent show. Zachwycił się wówczas Luciano Pavarotti, który stwierdził że ma pan najpiękniejszy głos, jaki kiedykolwiek słyszał. 
Potraktował mnie niesamowicie, był bardzo hojny w swoich opiniach i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Dla mnie i wielu innych osób pozostanie jednym z najpiękniejszych głosów w ostatnim stuleciu. Był przykładem do naśladowania, przyjacielem oraz wielkim nauczycielem. Dzięki jego radom wydobyłem ze swojego głosu wiele rzeczy, do których sam bym nigdy nie doszedł. Chodzi przede wszystkim o kwestie techniczne, których jako dorosły śpiewak z pewnością bym się nie nauczył. 
 
Występował pan także z najlepszymi muzykami tego globu, m.in. Bryanem Adamsem czy Celine Dion. Z kim najlepiej się współpracowało? Może pokusi się pan o opowiedzenie jakiejś anegdoty?
Wymieniając pojawiłoby się ryzyko, że o wielu zapomnę. Nie będę więc tego robił. Śpiewanie w duecie utworów lirycznych, podobnie jak w muzyce POP, jest doświadczeniem bardzo intensywnym i satysfakcjonującym. Przez 20 lat praktycznie zatarłem te granice. Duet jest przygodą, która jest w stanie wyłonić i podnieść jakość ekspresji. Jeśli chodzi o anegdoty utkwiła mi w pamięci jedna, z udziałem Luciano Pavarottiego. Często organizował bankiety. Były to prawdziwe uczty. Luciano zwykle był na diecie, która nie pozwalała mu w pełni korzystać z przysmaków, które były podawane. Mimo to kierował się mottem: “Tak jak na scenie, tak i przy stole – nie starzeję się”. I dodawał bez ironii: “kogo boli żołądek trudno by był dobrym śpiewakiem”. Nie odmawiał wówczas sobie niczego.  
 
Jako klasyczny muzyk sprzedał pan blisko 90 milionów płyt. Samo “Time to say goodbye” sprzedało się w 12 milionach egzemplarzy. 
Tak jak wspominałem - nie uważam się, za jednego z największych wokalistów wszechczasów. Chciałbym jednak zostać zapamiętanym, jako dobry człowiek, który kochał swoją pracę i próbował uczciwie przekazywać to publiczności. Jeśli chodzi o “Time to say goodbye” nie zaprzeczę, stał się klasykiem. W każdym zakątku świata utwór dotarł do ludzkich serc. Jest to piosenka o miłości, nadziei i przyszłości. Emocje docierają także dzięki rytmowi, który stopniowo staje się bardziej stanowczy, a melodia z nuty na nutę wciąga coraz bardziej. Napięcie buduje orkiestra, która zachwyca w kulminacyjnych punktach utworu. Kocham tę piosenkę, nigdy nie zmęczy mnie jej śpiewanie. Jestem wdzięczny za to, że pomogła mi osiągnąć sukces. 
 
Michale Radford reżyseruje nowy film o panu “The music of silence”. Ile w nim będzie prawdziwej historii Andrei Bocelliego? 
Film jest adaptacją mojej książki “Muzyka ciszy”. Jest to autobiografia, w związku z czym film zainspirowany życiem bohatera książki Amos Bardiego w zasadzie opowiada o moim życiu. Obejmuje okres od narodzin aż do początków sukcesu. Oczywiście produkcja mnie bardzo ciekawi, byłem zaintrygowany współpracą nad scenariuszem. Poproszono mnie nawet o zagranie epizodu w tym filmie. Mam jednak pełne zaufanie do efektu końcowego. Szanuję reżysera oraz obsadą aktorską. W filmie zagrają Tony Sebastian czy Antonio Banderas. Powinien pojawić się na ekranach w ciągu kilku najbliższych miesięcy.  
 
Nie kryje pan także zamiłowania do łodzi. Jest pan posiadaczem 22-metrowego superyachtu Libertas? Kiedy pojawiła się pasja do pływania? 
Pokój i wolność to dwie najważniejsze dla mnie wartości. Dlatego nazwałem ją Libertas. Chcę tym samym przypomnieć wszystkim, którzy mają możliwość popływania na jej pokładzie, pierwotne znaczenie wolności. Jacht chciałem również dostosować według priorytetów i potrzeb rodziny. Bezpieczeństwo, wygoda, spokój, komfort to czynniki, które miały znaczenie przy jego wyborze. Miłość do jachtu wiąże się ściśle z tym, z czym kojarzę morze. Jest to miejsce wolności, jest strażnikiem cudów i tajemnic. 
 
Jakie jest największe marzenie Andrei Bocelliego? 
By moi bliscy, dzieci, miały dobre i spokojne życie. By świat, gdzie dorastają, był coraz lepszym miejscem. Również dla moich przyszłych wnuków. Z zawodowego punktu widzenia marzę o tym, by nadal śpiewać i rozpowszechniać muzykę. Mój zawód bowiem jest już nadszarpnięty przez rutynę. 
?>